czwartek, 1 listopada 2012

Moonlight

   Blythe spojrzała przed siebie, zapalając papierosa. Chłodne powietrze szczypało ją w policzki tak bardzo, że na bladej skórze pojawily się koralowoczerwone rumieńce. Zaciągała się dymem i wypuszczała go powoli, zwieszając nogi poza krawędzią dachu i nie przejmując się płynąca w dole różnobarwną rzeką pojazdów. Myślała tylko o tym, czy Savier jest bezpieczny i co teraz robi.
   Poczuła wibracje komórki. Drgnęla, wytrącona z zamyślenia, wyjmując aparat z kieszeni szarej bluzy. Spojrzała na wyświetlacz i zmrużyła jasnozielone oczy, mrucząc gniewnie. Zgasiła papierosa, otwierając klapkę i przykładając słuchawkę do ucha.
 -Silverstone, słucham? - warknęła do telefonu, podnosząc wzor na sierp księżyca. Migotała wokół niego srebrzysta obwódka.
 -Bądź na miejscu za piętnaście minut.
 -Jestem... - dziewczyna próbowała zaprotestować, ale zachrypnięty głos jej przerwał.
 -Nie obchodzi mnie, gdzie jesteś. Jeśli nie będzie cie tutaj za piętnaście minut, możesz prawdopodobnie stracić szansę pożegnania się ze swoim bratem.
   Blythe chciała coś powiedzieć, ale ostatnie słowa odebrały jej zdolność oddychania. Usłyszała tylko sygnał zakończonego połączenia, a zanim zdążył się powtórzyć, biegła już ulicą w stronę wschodniej części Brooklynu.

   Wpadła do odrapanej kamienicy, uderzając drzwiami o ścianę. Zaklęła pod nosem, potykając się na krzywych drewnianych schodach, przeskakując po trzy stopnie naraz. Biegła przez korytarz pełen drzwi z łuszczącą się białą farbą, która odchodziła płatami od drewna.
  Złapała ostry zakręt, wbiegając na kolejne schody i pokonując kolejny korytarz. Kiedy dotarła do jego końca, zwolniła, klękając przed dwuskrzydlowymi drzwiami pokrytymi czarną farbą i jarzącymi się przytłumionym srebrnym blaskiem. Otwierając drzwi, wstrzymała oddech.
   Na czarnej skórzanej kanapie leżał jej młodszy brat. Jego skóra przybrała szary odcień, pierś unosiła się ledwie widocznie, a włosy opadały na czoło, zlepione krwią. Cienka biała koszulka była ciemnoczerwona w kilku miejscach, lepiąc się do ciała chłopaka. Obie dłonie były do nadgarsków ubrudzone zakrzepniętą krwią, choć nadal błyszczały w ostrym białym świetle lampy.
   Blythe podeszła do kanapy i klnęknęła obok niej. Wzięła raptowny oddech, widząc głębokie rozcięcie biegnące od obojczyka do prawego ucha, z którego jeszcze broczyła ciemnoczerwona substancja. Dłonie jej drżały, kiedy odgarnęła ciemne kosmyki z czoła brata. Przez jej palce nie przepłynął żaden, choćby najsłabszy promień energii.
 -Przyniósł go Mitch - głos, który wcześniej słyszała w słuchawce, odezwał się z kąta pokoju. -Wtedybył jeszcze przytomny.
   Dziewczyna nawet nie podniosła spojrzenia. Cały czas patrzyła na Saviera, mając pustkę w oczach. Kiedy napłynęły do nich łzy, zamrugała gwałtownie.
Złapala brata za rękę pokrytą skorupą zaschniętej krwi. Nie wyczuwała żadnej iskieri. Powinna czuć bicie jego serca, które, gdy tylko znajdowali się w jednym pomieszczeniu, automatycznie synchronizowało się z jej pulsem. Nic sie nie działo.
Absolutnie nic.
 -Mieliście go chronić - szepnęła lodowato Blythe, nadal nie odrywając wzrosu od zamkniętych powiek nastolatka. Długie rzęsy rzucały cień na wydatne kości policzkowe. Mocniej ścinęła jego dłoń. -Chronić! - jej głos odbił się echem od pustych ścian, wracając do właścicieli.
   Wstała, szarpiąc ramiona brata. Nie zorientowała się, że zaczęła płakać, chociaż nie szlochała. Wykrzykiwała imię, które było dla niej tak ważne, ale nikt na nie nie reagował.
   Szarpnęła po raz ostatni. Poczuła dotkliwe zimno w czubkach palców. Puściła brata, patrząc na niego z przerażeniem w oczach.
 -Miał szesnaście lat - szepnęła, gubiąc swoje słowa między pustymi myślami. -Zawiodłam.


~
Oto i prolog.
Wiem, że może nie jest zbyt specjalny, ale jak na totalny brak pomysłu sądzę, że mogło być gorzej. Przepraszam za wszystkie pomyłki.
Historia może wydawać się dziwna, gwałtowna i zagmatwana, ale taka własnie ma być. Tak ma się zacząć.
Czekam na pierwsze opinie.

2 komentarze:

  1. Interesujące.
    Zupełnie nie ogarnęłam tego prologu, nawet po czwartym przeczytaniu. Jeden wielki mindfuck :D Strasznie mnie zaciekawiłaś tym wszystkim. Tyle dziwnych wątków, że nawet nie dałam rady ocenić jakiego gatunku opowiadanie to będzie.
    Ale to nie oznacza, że mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie, zaciekawiłaś mnie :D Czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wooo, prolog cholernie mnie zaciekawił *-*
    Zauważyłam, że robisz strasznie dużo opisów. Jak to się mawia - co za dużo, to niezdrowo, ale nie będę Ci truć dupy na samym początku, aż taka nie jestem :P
    No właśnie, jakiego gatunku to opowiadanie będzie? :D

    OdpowiedzUsuń