Ulica była spowita mgłą, trwając w absolutnej ciszy. Nie odbijała kroków młodej, ciemnowłosej dziewczyny, która w istocie szła całkowicie bezszelestnie. Deszcz powoli zbliżał się do ulic zachodniego Brooklynu, chociaż błyskawicom i ciemnym chmurom nie towarzyszyl najlższejszy pomruk grzmotu. Zamarł nawet wiatr.
Blythe odgarniała lepiące jej się do czoła włosy, związane w ciasny warkocz na plecach. Minę miała zaciętą i skupioną, chociaż próbowała powstrzymać łzy cisnące jej sie do oczu. Ból z powodu straty młodszego brata wcale nie zmalał, mimo tego, że minęły już ponad trzy miesiące.
Nagle dziewczyna przystanęła. W karku poczuła niemiłe, przerażająco gorące szczypanie. Wiązka energii powoli przesunęła jej się od dołu karku według linii prawego ucha; od śmierci Saviera ciemną energię odczuwała najczęściej właśnie w miejscu głębokiego, śmiertelnego cięcia na szyi brata. Wzdrygnęła się, mrużąc oczy i obracając cienki sztylet w dłoni ukrytej pod rękawem bluzy.
Za plecami usłyszała niewyraźny warok. Przełknęła ślinę, zamierając na ułamek sekundy. Poznawala ten warkot, ukryty w gęstej mgle. Słyszała go wiele razy, a choć każdy był inny, wszystkie pochodziły od tej samej rasy półludzi.
-No, pokaż się - szepnęła Blythe, odwracając się powoli.
Bestia jak na rozkaz wyłoniła się z szarości. Z jej gardła wydobywał się głęboki, stłumiony warkot; sierść na czarnym grzbiecie była zjeżona, a na obnażonych kłach zbierała się piana. Ogromne łapy z wysuniętymi pazurami drapały o bruk, zbliżając się powoli do dziewczyny. Świetliście, rozjarzone czerwienią oczy ziały gorącą wrogością.
-Chodź tutaj, maluszu - mruknęła słodko Blythe, uginając nogi w kolanach i ponownie obracając sztylet. W kieszeni spodni wymacała prostokątną fiolkę. Uśmiechnęła się do siebie, nie odrywając wzroku od przerażających tęczówek ogromnego wilka.
Minęło kilka sekund, podczas których przeciwnicy wstali naprzeciw siebie w ciszy, patrząc na siebie wrogo. W następnej chwili wilk zaatakował, rzucając się z ogłuszającym warkotem do szyi dziewczyny; ona zareagowała natychmiast, przeskakując nad jego grzbietem i wysuwając broń z rękawa. Zwierzę obróciło się blyskawicznie, ponownie rzucając się na dziewczynę i próbując rozorać jej ramię pazurami. Zrobiła unik, broniąc się sztyletem i przecinając skórę bestii głęboko. Wilk zawył gniewnie, na ułamek sekundy opadając na ziemię i zapominając z bólu o walce; Blythe wykorzystała ten moment, żeby rzucić się na jego grzbiet i złapać go za skórę na karku. Zrobiła to dostatecznie mocno, więc zwierzę nie mogło poruszyć łbem, by zrzucić ją z siebie; Blythe przystawiła mu rozjarzone srebrnie ostrze do podgardla przeciwnika, prychając śmiechem.
-Nie chcę zabijać. Nie lubię tego. Nie jestem taka jak Mitch, ani nie próbuję być taka jak mój ojciec. Chcę ci pomóc - wyciągnęła z kieszeni fiolkę ze złotym, kleistym płynem i odkorkowała ją. -Wypijesz to dobrowolnie, czy mam poszerzyć ci uśmiech i zrobić to siłą?
Wilk zaskomlał. Blythe każdym calem skóry czuła palący żar energii przepływającej z duszy bestii; wzmocniła nacisk ostrza na podgardle i zabrzęczała fiolką. Wilk niechętnie otworzył szczęki, a ona szarpnęła go za skórę na karku i szybko wlała zawartość naczynia do gardła bestii. W tym samym momencie poczuła, że wiązki energii stają się coraz chłodniejsze. Zeszkoczyła z grzbietu wilka i znów prychnęła śmiechem, podwijając rękawy bluzy.
Nie minęła minuta, a wilk zmienił się w człowieka. Przed Blythe stał teraz postawny mężczyzna o ogorzałej od słońca twarzy i czarnych oczach. Długie czarne wlosy okalaly jego twarz, dziwnie wilczą. Mimo, że byl w pełni człowiekiem, pozostało w nim coś czysto zwierzęcego- błysk w oku, ułożenie mięśni pleców, a może uśmiech wąskich warg.
-Co to było? - zapytał mężczyzna; jego głos brzmiał szorstko.
-Mnie też miło poznać - mruknęła ironicznie Blythe, zbliżając się o krok do wilkołaka. -Eliksir. Od teraz możesz kontrolować swoje przemiany i zachowania podczas nich. Nie widzę sensu w zabijaniu innych ras, kiedy można wam pomóc - dziewczyna wzruszyła ramionami, odgarniając grzywkę ze spoconego czoła.
-Dobrze walczysz - powiedział mężczyzna, taksując ją wzrokiem. -Jestem Roneey - wyciągnął w jej stronę dłoń poznaczoną bliznami. Zbliżyła się z wahaniem i uścinęła ją, a wtedy wilkołak odsunął wyżej rękaw jej blizy. Mruknął coś cicho pod nosem.
-Coś mówileś? - powiedziała nerwowo, zaciskając usta.
-Jesteś kolejną Wieczną, prawda?
-Jestem - przyznała cicho Blythe, wyrywając dłoń z silnego uścisku. -Pochodzę z rodu Czujących. Ale posiadam również inne Dary.
Wojowniczka ruszyła zamgloną ulicą, obciągając rękawy bluzy i rozpuszczając włosy z warkocza. Nie usłyszała kroków za sobą, odwróciła się więc na pięcie i spojrzała na Roneeya stojącego w tym samym miejscu, co uprzednio.
-Idziesz ze mną do kwatery, żebym mogła cię zarejestrować i dać ci Pieczęć, czy wolisz tutaj zostać i poczekać, aż zlapie cię inny Wieczny i poderżnie ci gardło? - zapytała, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
Roneey drgnął, uśmiechnął się do niej i dogonił ją, trzymając się jednak w bezpiecznej odległości, jakby obawiał się, że dziewczyna nadal może go zaatakować.
Weszli do Kwatery we dwójkę. Blythe kilkaset metrów wcześniej przewiązała wilkołakowi oczy, świadoma tego, że eliksir może osłabnąć do jego Zapięczęstowania. Poprowadziła go do Sali, gdzie czekał na nią Dylan, przygotowując Złotą Pieczęć.
-Jesteś jedyną, która potrafi zmusić inne rasy do dobrowolnego wypicia eliksirów - powiedział cicho Wieczny, prychając. Uśmiechał się do niej. -Zarejestruję go, a ty pozostaw Pieczęć.
Blythe kiwnęła głową, prowadząc Roneeya do skórzanej kozetki i sadzając go na niej. Rozwiązala mu oczy, a ręce w nadgarstkach błyskawicznie przywiązała do kozetki pasami.
-Jesteś zapobiegawcza czy uprzedzona? - zapytał spokojnie wilkołak, patrząc na nią z ciekawością w czarnych oczach. Uśmiechał się delikatnie.
Blythe zganęła ze stolika Złotą Pieczęć i kolejną fiolkę eliksiru, który wcześniej podała męzczyźnie. Skinęła mu głową, a on posłusznie otworzył usta i pozwolił wlać w nie kleista ciecz, połykając ją szybko i krzywiąc się przy tym. Wzdrygnął się, patrząc na nią uważnie.
-Będzie bolało?
-Owszem... - mruknęła Blythe, ale zanim wilkołak przygotował się na ból, obróciła Złotą Pieczęć w palcach, a ta rozjarzyła się złocistą łuną, po czym przyłożyła ją do przywiązanej dłoni półczłowieka.
Po Sali rozszedł się wilczy skowyt bólu. Z trzymanego w ręku przedmiotu w dłoni Wiecznej pozostał złoty pył, którym posypała gojącą się ciemną ranę na grzbiecie dłoni. Roneey oddychał szybko i nierówno, ale po chwili jego oddech się uspokoił, a wzrok wyostrzył. Usiadł swobodniej i próbował opanować drżenie mięśni, chociaż dłoń nadal pulsowała mu niewyobrażalnym bólem.
Blizna była w kształcie sierpu księżyca. Wokół niego złociły się słowa Przysięgi, wypisane tak drobno i gęsto, że nie dało sie ich odróżnic; wyglądały jak misterny koronkowy wzór. Ręka wilkołaka była zapuchnięta i czerwona, a Pieczęć na niej jarzyła się subtelnym złotem.
-Ładne - przyznał Roneey, uśmiechając się krzywo. -Kiedy mnie wypuścicie?
-Jutro wieczorem - odparła spokojnie Blythe, odwiązując pasy krępujące mężczyznę. Potarł nadgarstki. -Musimy sprawdzić, jak reagujesz na Pieczęć i czy potrafisz się powstrzymać przed niekontrolowanymi przemianami.
Po tych słowach wyszla z Sali, pozostawiając kolejnego bezpiecznego dla siebie i innych półczłowieka w rękach Dylana.
Wchodząc z budynku, zapaliła papierosa i zaciągnęła się dymem. Czym prędzej chciała się znaleźć w swoim mieszkaniu, wziąc gorący prysznic i móc udawać normalną dziewczynę, niepowiązaną ze światem, którego nienawidziła od śmierci swojego brata. Chciała zmyć z siebie zapisaną jej w genach moc, zapomnieć na chwilę o Darach i obowiązkach, jakie jej one narzucają.
Chciała pozostać normalna.
Nikt nie mógł wybrać bycia Wiecznym. Rodzili się nimi tylko ludzie, którzy mieli oboje rodziców z tego świata, lub ci, którzy urodzili się pod Srebrną Łuną Sierpu. Blythe należała do tych pierwszych, czego nienawidziła z całego serca.
Była sierotą. Matka zmarła przy porodzie brata, a ojciec osiem lat później. Wtedy przygarnięto ich do kwatery, a Blythe zajęła się wychowywaniem brata na podobieństwo swojego ojca- najlepszego Wiecznego ostatnich trzech stuleci. Zaniedbała przy tym własne wykształcenie wojowniczki, dlatego nie wyrobiła sobie instynktu prawdziwego łowcy; zawsze wolała ratować tych, którym dało się pomóc, niż zabijać istoty, które nigdy jej nie skrzywdziły.
Jedynymi, których potrafiła uśmiercać z zimną krwią, były wampiry. To one zabiły jej rodziców i odebrały życie młodszemu bratu. Nie obchodziło jej, że bywaly potrzebne i mogły pomóc w obronie ich świata; kiedy spotykała jakiegokolwiek przedstawiciela tej rasy, szukała byle pretekstu, żeby przebić go srebrnym sztyletem na wylot i okręcić go dwa razy.
Otworzyła drzwi swojego mieszkania, zapalając kolejnego papierosa. W drzwiach powitało ją mruczenie kota, którego czarna sierść połyskiwala w półmroku. Pogłaskała go i otworzyła okno w salonie, wpuszczając trochę świeżego powietrza. Chwilę później stała w strumieniach gorącej wody, zwierzając głowę i oddychając głęboko.
Nie potrafiła myśleć. Byla wykończona, a rozdrapywanie swojej przeszłości wcale nie pomagało jej w ukojeniu bólu. Nie chciała żyć tak, jak żyła, ale nie mjiała wyboru. Miała krew Wiecznych w żyłach, miała Dary. Musiała wypełnić życia ludzi, którzy sami nigdy nie mieli okazji tego zrobić.
~
No, rozdzial pierwszy wrzucony. Wiem, że krótki i niewiele wyjaśnia, ale nie stać mnie dzisiaj na nic więcej. Obiecałam, że napiszę, więc to zrobiłam, ale coś cały czas kręci mi sie po głowie i nie umiem się dostatecznie skupić.
Czekam na wasze opinie.
ŚWIE TNE! Wprawdzie mi przeczytał się już wszechobecny motyw wilkołaków, wampirów etc. ale i tak zastanawiam się co będzie dalej. No i jako kibicowi imię Roneey skojarzyło się z Rooneyem, który przecież wygląda jak Shrek, ot taka mała dygresja. xD Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że uda Ci się stworzyć coś oryginalnego i wciągającego. :)
OdpowiedzUsuńMi się osobiście bardzo podoba! :D Prolog i rozdział są super. Cały klimacik opowiadania jest bardzo ujmujący. Czekam na kolejny rozdział! xoxo
OdpowiedzUsuńMam taki mindfuck jak nigdy xD Co to jest za gatunek? Bo ja nie wytrzymam przy opowiadaniu fantasy, bo po prostu nie lubię, ale nie skreślam Twojego bloga, wręcz przeciwnie będę dalej czytać :3 Chyba będę dalej czytać.. :P
OdpowiedzUsuńOpisy... hmm, niesłusznie się do nich przysrałam bo są naprawdę dobre, więc przepraszam, ale nadal wydaje mi się, że jest ich za dużo xD Dobra, to już może tylko moje chore fobie ;)
+Jeśli możesz, to zmień czcionkę, bo nie wiem, czy ja jestem ślepa, czy jak, ale nic nie widzę :P
Czekam na następny? Tak, chyba tak..:)
Może to jeszcze zbyt wcześnie żeby wydawać opinię, ale mi się podoba, nie jest banalne i dzięki Ci za to, że głwna bohaterka nie jest wampirem, chwała dla twej kreatywności. Z niecierpliwościa czekam na kolejny rozdział. ;D
OdpowiedzUsuń